Kluby strzeleckie – problemy bezpieczeństwa na strzelnicach

kluby strzeleckie - bezpieczeństwo strzelców

Wstęp – refleksja Grupy RTS

W dzisiejszym blogu chcielibyśmy, jako Grupa instruktorów szkoły RTS, zwrócić uwagę strzelców na problem, jaki narasta w środowisku strzeleckim. Pierwsze sygnały docierały do nas już parę lat temu, kiedy byliśmy pracownikami w innej szkole i nie mieliśmy bezpośredniego wpływu na pewne sytuacje, które z czasem stawały się niebezpiecznym faktem.

Problemy bezpieczeństwa na strzelnicach

Będąc na osiach strzeleckich — czy to jako prowadzący, czy treningowo jako strzelcy — zaczęliśmy spotykać ludzi, którzy w całej swojej wspaniałości, przemiłej aparycji oraz zaangażowaniu w strzelectwo po prostu nie umieli opanować swojej broni. Mam tu na myśli nie problem z celnością, ale podstawowe zasady bezpieczeństwa. Począwszy od flagowania osób przebywających na osi, a skończywszy — ku ich wielkiemu zdziwieniu — na strzelaniu przed siebie w ziemię.

Przebywając regularnie na strzelnicy, patrząc, jak coraz to nowi i lepsi strzelcy wyciągają z futerałów coraz droższą broń, zauważaliśmy, że nie mają kompletnie żadnych nawyków bezpieczeństwa ani obycia z bronią.

Źródło problemu – podejście klubów

Ale bez marudzenia — kłopot zaczyna się dużo wcześniej, zanim strzelec dostanie swoją czerwoną, upragnioną książeczkę. Z naszych obserwacji i doświadczenia w byłym klubie wiemy już, że kluby strzeleckie są zainteresowane strzelcem, który wstępuje w ich szeregi od początku, ale niestety tylko do zdobycia pozwolenia na broń.

Wiadome jest, już od paru dekad, że pieniądze są napędem do wielu wspaniałych pomysłów — i tutaj jest podobnie. Kursant, tzw. „zielony”, przychodzi do klubu, bo musi gdzieś się zapisać, i deklaruje chęć posiadania broni i uprawnień.

Marketing zamiast jakości szkolenia

Na kamiennej twarzy właściciela klubu, wieloletniego komandosa z doświadczeniem w parunastu konfliktach wojennych, rysuje się lekka rysa — takie małe pęknięcie pod okiem — które oznacza możliwość zarobku.

Na marginesie — czy wy też macie wrażenie, że szkoły dzielą się tylko na dwa rodzaje? Takie „byle jakie” i takie z komandosami, którzy zjadają kamienie na śniadanie i popijają jadem żmii. Ale dość o siłach specjalnych — to rozmowa na inny blog.

Brak weryfikacji jakości nauczania

Wracając do myśli — klub strzelecki proponuje kursantowi wiele produktów mających nauczyć go świetnego strzelania, taktyk bojowych i technik obsługi broni. Fajnie, tak ma być. Pytanie tylko — kto to weryfikuje? Kto sprawdza, czy te techniki są prawidłowe?

Ano nikt, bo właściciel klubu sam je ustala i sam mówi kursantowi, co jest dla niego dobre, a co nie. Kursant po paru lekcjach, za które słono płaci, ma frajdę z tego, że strzela, że obsługuje broń. Super — tak ma być. Ale czy umie posługiwać się nią prawidłowo?

Rachunek sumienia strzelca

I tu wracamy do początku. Klub sprzedaje różne produkty. Dopóki może czerpać korzyści finansowe z kursanta — jest nim zainteresowany. Ale przychodzi dzień egzaminu. Wreszcie odbierasz swoje promesy i biegniesz kupić swój pierwszy pistolet i karabin. Szczęśliwy dzień. Satysfakcja z ukończenia pewnej drogi i wyzwania.

Okazuje się wtedy, że klub jakby już mniej się interesuje. Możesz przecież świadomie decydować, jak chcesz strzelać, gdzie i kiedy. Przychodzi pewien rachunek sumienia — „Jestem strzelcem. Jak oni nie mają czasu, to pojadę na inną strzelnicę. Mam broń i uprawnienia.”

Zderzenie z rzeczywistością

Strzelec pojawia się na nowej strzelnicy. Nie zna ludzi, ale przecież od egzaminu nic nowego nie wymyślono w strzelectwie — „a co tam, strzelamy”.

I nagle — pewna dziwna sytuacja. Prowadzący strzelanie i instruktor zaczyna mówić jakieś herezje: że flagujesz, że podnosisz lufę za wysoko, że ładujesz amunicję do magazynków, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na osi. Ktoś krzyczy „Do tarcz!”, jakieś dziwne zamieszanie. Co oni wszyscy chcą? Przecież zawsze tak mnie uczyli…

Kto zawiódł?

No tak, nie twoja wina, strzelcu, że uczył cię klub, który liczy tylko wpisy do książki strzelań. Nie twoja wina, że nikt ci nie pokazał podstawowych zasad bezpieczeństwa i obsługi broni. Nie twoja wina, że nie umiesz rozebrać swojego karabinu czy pistoletu, nie umiesz ich prawidłowo wyczyścić, nasmarować i przygotować do pracy.

Ale czy na pewno nie twoja wina?

Może warto zadać sobie trud sprawdzenia, jaki jest program nauczania klubu. Jaką drogę musi przejść strzelec, zanim zostanie dopuszczony do egzaminu? Zapatrzeni w pseudokomandosów, ładne opowiadania i wabieni promocjami — oddajecie swoje zdrowie i życie ludziom, których nie znacie. O których nic nie możecie powiedzieć.

Odpowiedzialność za własny rozwój

Nie weryfikujecie, kto i jak, oraz czego będzie was uczył. Czy ma do tego uprawnienia? Czy ma doświadczenie w prowadzeniu nauki? A może ma doświadczenie bojowe?

Większość tych informacji można uzyskać, zanim oddasz swoje zdrowie w ręce osoby, która daje ci do ręki broń.

Podsumowanie – gorzka prawda o rynku strzeleckim

Prawda o rynku strzeleckim jest coraz bardziej gorzka. Tworzone masowo kluby i stowarzyszenia z uporem udowadniają, że strzelec jest dopiero na którymś tam miejscu w kołowrocie zwanym strzelectwem. Liczy się kasa, ilość i rotacja ludzi.

Pytanie do kursanta i strzelca

Chciałbym zadać pytanie tobie, kursancie, a może już strzelcu — czy naprawdę jesteś tak wygodny i nie chcesz wiedzieć, czego będziesz się uczył u swoich instruktorów? Jakie techniki poznasz na szkoleniach? Jak zbudowana jest twoja broń i jak działa?

Nie wierzę, że jesteś w stanie oddać swoje zdrowie w ręce osób, o których nic nie wiesz — poza tym, że pobrały od ciebie opłatę za wejście na strzelnicę.

Apel i propozycja współpracy

Może przesadzam. Może chcę wzbudzić w was wątpliwość. Może nie chcę stać na osi obok strzelca, który wymachuje swoim super fajnym karabinem i zastanawiać się, czy on wie, co robi. A może zaraz mnie postrzeli.

Wiem jedno — zawód instruktora został uwolniony. Znam świetnych fachowców, którzy umieją przekazać wiedzę. Ale widzę też ludzi z innego świata — mają pozwolenie na broń i kompletnie nie potrafią się nią posługiwać.

Co dalej?

Gdzie jest błąd? W którym miejscu czegoś nie dopilnowano? Patrząc na poczynania PZSS, wiemy, w jakim kierunku to wszystko zmierza. Ale wiemy też, że jeśli ty sam nie wybierzesz właściwej szkoły, która da ci podstawy, wiedzę i instruktorów gotowych poświęcić czas dla twojego rozwoju — twoja droga będzie kręta, ponura i usłana kamieniami.

Zaproszenie do dyskusji

Zachęcam was, czytelnicy, do dyskusji na temat pracy klubów strzeleckich. Jak wy to widzicie? Jakie macie doświadczenia? Możemy tutaj o tym porozmawiać — jesteśmy Grupą RTS, grupą instruktorów, którym zależy na waszym rozwoju i nauce z nami.

I żeby nie było, że wszyscy są źli. Znam mnóstwo zaangażowanych ludzi z mniejszą lub większą wiedzą. Poznałem ostatnio fascynata broni, byłego żołnierza, bardzo fajnie ogarniającego ludzi wokół siebie. Niestety, nie ma on wiedzy taktyczno-bojowej pozwalającej mu na prawidłową naukę tych ludzi.

Współpraca zamiast jadu

Czy powinniśmy go zlinczować i nabić na pal? Otóż nie — trzeba sobie pomagać. Organizować się w grupach, które mogą przekazywać sobie wiedzę i doświadczenie. Do tego was gorąco namawiam.

Nie siejmy jadu. Bądźmy zespołem strzeleckim. Wspomagajmy słabszych, a swoją wiedzą dzielmy się. Tak widzę naszą współpracę i zapraszam wszystkich do rozmowy z instruktorami Grupy RTS.

Autor tekstu: ps. Deweloper
Szkoła Strzelania Grupa RTS

Następny wpis
Bezpieczeństwo na strzelnicy-kluczowe zasady

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wpisać prawidłowy adres e-mail.
Aby kontynuować, musisz zaakceptować warunki

arrow_upward